
With her life crashing down around her, Linda attempts to navigate her child's mysterious illness, her absent husband, a missing person, and an increasingly hostile relationship with her therapist.
2 takes · 0 hearts · 0 replies
Love the confidence in Rose Byrne's performance that's reflected with the amazing direction, snubbed for sound, and I swear to God the widest shot in this film is a medium close up
Już dawno nie widziałem filmu z tak nierównomiernie rozłożonym ciężarem i tempem narracji, gdzie zaczynamy niemalże Jarmushem, a kończymy blisko braci Safdie. I w pełni rozumiem, że ostatnie minuty miały tu być niewygodne, ale są męczące w ten zły sposób, w dużej mierze przez swój przesyt odniesieniami do biblijnych wersów o poświęcaniu się w imię słabowitych, red herringowymi nie-metaforami o zasklepiającej się ranie (to akurat szanuję), czy wreszcie urywanymi wątkami bez żadnej satysfakcjonującej pointy. Zastanawiam się też nad sensownością niektórych zabiegów reżyserskich, bo nie mam zielonego pojęcia po co jest chociażby ten lekko psychodeliczny montaż w pewnym momencie, czy ukrywanie dziecka przed okiem kamery do samego końca (że niby matka potrafi na nie spojrzeć dopiero, kiedy zmyła z siebie "shame+blame"? Błagam...). À propos matki - dobrze że chociaż Rose Byrne jest cudownie…