
During a weekend getaway at a secluded lakeside estate, a group of friends finds themselves entangled in a web of secrets, deception, and advanced technology. As tensions rise and loyalties are tested, they uncover unsettling truths about themselves and the world around them.
9 takes · 0 hearts · 0 replies
Companion was solid — not mind-blowing, but definitely worth watching if you’re into sci-fi thrillers about AI and autonomy (which I totally am). Cool concept, good performances, and an easy recommendation for fans of this type of story.
整體挺有趣的 但感覺拍得不夠刺激有點可惜 男主角莫名給人一種喜劇感
Good for her
It was like the film was just few inches away from being overly generic but the concept and the genre saves it from being completely generic. It’s like a seesaw of generic elements and cool concept that sometimes stayed too much on the side of “generic” and sometimes concept pulls it back from that stage. I wanted it to get rid of some generic choices especially last 30 minutes but still it was lot of fun.
Jack Quaid is quickly becoming one of my new favorite actors.
Companion was fine - it’s basically Ex Machina written as a comedy. And, unfortunately, every joke is a variation of “is it human or a robot.” Some land, some don’t, but the story kept me focused and entertained. I’ll probably forget the plot in a week but it gets an extra half star because I had fun and got to go with my new movie friend Joe C
в концовке должны были быть жигули Сергея, а не мустанг бля
Companion • (2025) I liked this so much. The whole feminist idea didn’t affect me—anyone can enjoy this. It’s even better if you haven’t watched the trailer or read the plot.
Dwie rzeczy sprawiają, że ten film tak dobrze działa :
- Sophie Thatcher która w roli androida wypada tak fenomenalnie, że autentycznie zacząłem widzieć na ekranie maszynę zamiast człowieka. Najlepszy tego typu popis od czasów Alicii Vikander w Ex Machinie czyli w gruncie rzeczy bardzo podobnym filmie, bo chociaż Companion jest oczywiście dużo lżejszy, w dużej części wręcz komediowy, tak oba filmy traktują o sztucznej inteligencji w ciele młodej kobiety, która dostała jakiś cel/zadanie i dąży do niego za wszelką cenę, by na koniec zyskać niezależność od swojego twórcy/właściciela. Sophie Thatcher nie dość że mogła tu zaprezentować cały wachlarz emocji, a także ich brak; to jeszcze miała okazję popisać się kwestiami dialogowymi w kilku różnych językach obcych (jej rosyjski jest dużo lepszy niż twój, typie). Naprawdę wszystkie pochwały jakie zbiera za tę rolę, są w pełni zasłużone i Sophie oficjalnie dołączyła do coraz liczniejszego grona współczesnych scream queens.
- Inteligentny scenariusz. Naprawdę nieczęsto udaje się wcisnąć do teoretycznie głupiego popcorniaka tak błyskotliwy i kreatywny skrypt. Wprost uwielbiam kiedy rzeczy które mówią i robią postacie w filmie, nabierają nowego znaczenia w pózniejszych jego fazach, a tutaj to dostałem. Do tego mieszanka ludzkich/androidowych tragedii i świetnego humoru. Mój ulubiony gag to chyba ten, gdzie fatalnie naśladujący rosyjski akcent gostek, mówi do Iris (super przypadkowe imię, mhmm ❤️) : "Niezły rosyjski akcent. Nie jest dobry, ale nie jest zły" 🤌. Jej rosyjski jest dużo lepszy niż twój, typie.
Widziałem całą kampanię promocyjną Companiona, i mniej więcej wiedziałem czego się spodziewać, a mimo to zaskoczył mnie w kilku momentach, do tego mieszając mi w głowie. Kiedy okazało się, że Patrick również jest androidem, tylko czekałem kiedy okaże się nim ktoś jeszcze... ale nie. Film nie wpadł w pułapkę twist fiesty, a nawet więcej, nie spuszcza się nad tym że udaje mu się zaskoczyć widza, i nie robi ze swoich twistów swojej głównej zalety. Chapeau bas i pokażcie to Night Shyamalanowi. Niestety po części z tego wynika też, moim zdaniem największa wada filmu, czyli jego trzeci akt. Jest on po prostu zbyt standardowy. W innej, średniej produkcji nawet nie zwróciłbym na to uwagi, ale tutaj w kontraście do tego jak pomysłowa jest wcześniejsza część, trochę nuda i rozczarowanie. Chociaż doceniam to, w jaki sposób reżyser mówi o tym, że czasami potrzeba nam metaforycznej kulki w łeb, żeby odrodzić się na nowo. A na temat tego, gdzie zaczyna się człowiek, a kończy "fuckbot", można napisać cały esej posiłkując się tym filmem. Więc koniec końców nie jest to jednak taki głupi popcorniak.