
Companion2025
Aug 17, 2026 · imported from Letterboxd
Dwie rzeczy sprawiają, że ten film tak dobrze działa :
- Sophie Thatcher która w roli androida wypada tak fenomenalnie, że autentycznie zacząłem widzieć na ekranie maszynę zamiast człowieka. Najlepszy tego typu popis od czasów Alicii Vikander w Ex Machinie czyli w gruncie rzeczy bardzo podobnym filmie, bo chociaż Companion jest oczywiście dużo lżejszy, w dużej części wręcz komediowy, tak oba filmy traktują o sztucznej inteligencji w ciele młodej kobiety, która dostała jakiś cel/zadanie i dąży do niego za wszelką cenę, by na koniec zyskać niezależność od swojego twórcy/właściciela. Sophie Thatcher nie dość że mogła tu zaprezentować cały wachlarz emocji, a także ich brak; to jeszcze miała okazję popisać się kwestiami dialogowymi w kilku różnych językach obcych (jej rosyjski jest dużo lepszy niż twój, typie). Naprawdę wszystkie pochwały jakie zbiera za tę rolę, są w pełni zasłużone i Sophie oficjalnie dołączyła do coraz liczniejszego grona współczesnych scream queens.
- Inteligentny scenariusz. Naprawdę nieczęsto udaje się wcisnąć do teoretycznie głupiego popcorniaka tak błyskotliwy i kreatywny skrypt. Wprost uwielbiam kiedy rzeczy które mówią i robią postacie w filmie, nabierają nowego znaczenia w pózniejszych jego fazach, a tutaj to dostałem. Do tego mieszanka ludzkich/androidowych tragedii i świetnego humoru. Mój ulubiony gag to chyba ten, gdzie fatalnie naśladujący rosyjski akcent gostek, mówi do Iris (super przypadkowe imię, mhmm ❤️) : "Niezły rosyjski akcent. Nie jest dobry, ale nie jest zły" 🤌. Jej rosyjski jest dużo lepszy niż twój, typie.
Widziałem całą kampanię promocyjną Companiona, i mniej więcej wiedziałem czego się spodziewać, a mimo to zaskoczył mnie w kilku momentach, do tego mieszając mi w głowie. Kiedy okazało się, że Patrick również jest androidem, tylko czekałem kiedy okaże się nim ktoś jeszcze... ale nie. Film nie wpadł w pułapkę twist fiesty, a nawet więcej, nie spuszcza się nad tym że udaje mu się zaskoczyć widza, i nie robi ze swoich twistów swojej głównej zalety. Chapeau bas i pokażcie to Night Shyamalanowi. Niestety po części z tego wynika też, moim zdaniem największa wada filmu, czyli jego trzeci akt. Jest on po prostu zbyt standardowy. W innej, średniej produkcji nawet nie zwróciłbym na to uwagi, ale tutaj w kontraście do tego jak pomysłowa jest wcześniejsza część, trochę nuda i rozczarowanie. Chociaż doceniam to, w jaki sposób reżyser mówi o tym, że czasami potrzeba nam metaforycznej kulki w łeb, żeby odrodzić się na nowo. A na temat tego, gdzie zaczyna się człowiek, a kończy "fuckbot", można napisać cały esej posiłkując się tym filmem. Więc koniec końców nie jest to jednak taki głupi popcorniak. Muzyczka jeszcze świetna. Takie romantyczne numery sprawiają, że wszystko jest jeszcze bardziej chore, a i słowa piosenek fajnie się zgrywają z obrazem. 🎶Look into my eyes, the color of anyhow🎶 👁️👁️