
Obsession2026
Aug 17, 2026 · imported from Letterboxd
Tylko zyskuje na rewatchu. Dopiero teraz, wiedząc co jest grane na stopie relacji Nikki - Ian, mogłem dostrzec jak zajebiście toksyczny od początku był ten drugi, względem swojego "przyjaciela" Beara. W ogóle teraz jeszcze bardziej doceniam siatkę relacji, jaką stworzył Barker dla tej czteroosobowej grupy, gdzie przecina się ich crashowanie siebie, ale nie tak jak "powinno". Dużo bardziej doceniam też Michaela Johnstona, który co prawda nie miał aż tylu scenariuszowych możliwości do odpalania się co Inde Navarette (o czym zresztą pisałem przy pierwszym obejrzeniu), jednak kiedy już taki moment dostał, to wykorzystywał go w stu procentach i był równie dobry co ona. Sądzę że o ile śmietanka którą spija teraz Inde jest jak najbardziej zasłużona, tak dużo większa jej część powinna skapnąć też na Michaela. Odgrywana przez niego postać z kolei - znowu doceniam jeszcze bardziej, bo mimo iż uderzyło mnie to już za pierwszym razem, to teraz zdecydowanie mocniej; to jak jest uosobieniem trudów z jakimi muszą się mierzyć ci co bardziej introwertyczni mężczyźni na rynku matrymonialnym. Niby jest powszechna beka z tzw "smalców alfa", niby tyle się mówi o toksycznej męskości, o tym że faceci powinni być otwarci ze swoimi emocjami itp. Lecz Bear który jest tutaj encyklopedycznym przykładem faceta z mocno-żeńskimi cechami osobowości (co jest wspaniale podsumowane w jego ostatnich momentach życia, które postanawia sobie odebrać nie bronią palną, tylko przedawkowaniem leków, co jest najczęstszym sposobem na samobójstwo wśród kobiet właśnie); ma często pod górkę z tego powodu i doświadcza na własnej skórze, że na tym polu dużo częściej "opłaca się" być dupkiem. Na drugim biegunie natomiast mamy fakt, jak stopniowo staje się predatorem i w pełni świadomie wykorzystuje fakt, iż świadomość Nikki jest tłamszona przez jakiś obcy byt (teoria z kotem nadal ma sens), który teraz włada jej ciałem. I właśnie dzięki tej wielkiej niejednoznaczności uważam tę postać za napisaną wręcz wybitnie. Ostatnią rzeczą która zrobiła na mnie jeszcze większe wrażenie przy drugim seansie, jest to jak ten film nieprawdopodobnie dobrze wykorzystuje każdą sekundę, bo nie ma tu ani jednej niepotrzebnej sceny. ANI JEDNEJ! Niebywałe.