
Nocturne2020
Aug 17, 2026 · imported from Letterboxd
W połowie filmu myślałem, że będzie to najłatwiejsza do ocenienia rzecz na świecie, już miałem nawet w głowie żart, że lepiej było po prostu posadzić Sydney Sweeney na 90 minut przed pianinem. Ale potem pojawiła się jedna dobra-niecodzienna scena, potem druga, potem dający do myślenia dialog. No a pózniej samo zakończenie, które jest - nie przesadzam - wybitne. Wszystko to za sprawą obranej tematyki, na którą łatwo mnie zbaitować - czym jest wielkość, dla kogo ona jest, co po nas zostanie i czy maksyma non omnis moriar dotyczy tylko wybrańców. Do tego dochodzą póki co (nie wykluczam rewatchu żeby to zbadać) niezrozumiałe dla mnie obrazy-wizje, których na początku w ogóle nie chciało mi się rozkminiać, a później chyba było już za późno. I może to tylko jakiś wizualby bełkot, bo też ten film często wykłada się scenariuszowo na najprostszych rzeczach, więc dosyć łatwo obarczyć ten kawałek skryptu łatką miałkiego, ale samo to iż mam ochotę jeszcze raz to sprawdzić, pozycjonuje dla mnie ten film ponad te wszystkie filmowe ciepłe fast-foodziki na raz. No i ta scena ściskającej w pięści zużyte tampony SS, która idze w slow-mo w rytm techniawy to coś, co zdecydowanie zasługuje na większą rozpoznawalność. W ogóle ta scena ma dla mnie wręcz podejrzanie mocny vibe mojego ukochanego Grave Julii Ducournau ( też mamy tu pogmatwaną relację sióstr, heh). W połowie filmu myślałem, że to będzie najłatwiejsza do ocenienia rzecz na świecie, a godzinę po seansie nadal nie wiem jak zrównoważyc te dwie bardzo nierówne połowy.