
Nightbitch2024
Aug 17, 2026 · imported from Letterboxd
Wow, dawno nie widziałem niczego tak tendencyjnego. Główna bohaterka która przez 2/3 filmu jest po prostu odpychająca, a na pewnym etapie powinni zawinąć ją w kaftan bezpieczeństwa; jest traktowana niczym istota bez skazy, a nawet ofiara. I to tylko dlatego, że urodziła dziecko. Film nawet przez sekundę nie udaje obiektywizmu, i jedzie po całym otoczeniu głównej bohaterki, z wyjątkiem niej samej, plus postaci chronionych przez matkochron, tj. takich które też urodziły. Oczywiście wszystkie wydarzenia są ukazywane wyłącznie z jednej - matczynej perspektywy, bo to ona jest tą która cierpi : - Jej głupi mąż wrócił z pracy i nawet nie potrafi wykąpać ich dziecka bez jej pomocy, a ona chce chwili relaksu
- Jej głupi mąż chce wieczorem pograć na konsoli, chyba zdurniał, przecież ona urodziła dziecko
- Ten głąb nie rozumie, że ona musi zajmować się dzieckiem przez 30h na dobę, bo urodziła dziecko
No ale dobra, kiedy już widz przywyknie do tego, że widzi na ekranie najbardziej umęczoną ze wszystkich męczennic, wtedy może docenić wspaniałe dialogi. A jest co doceniać :
- Nazywanie matek boginiami, bo tworzą życie (najwyraźniej same, bez współudziału partnera)
- Zaznaczenie tego, jak wielkim poświęceniem jest poród, na przykładzie poporodowej niemożności skakania na trampolinie
- Lament głównej bohaterki, która nie mogła wziąć prysznica przez 4 dni, bo musiała robić zakupy
Oczywiście wszystko jest polane komediowym sosem, ale i tak wzbudza to niesmak. Wizualnie jest ok, a nawet podoba mi się kilka obrzydliwych scen w stylu "The Substance tylko że PG13". Scen które są oczywiście wynikiem starzejącego się i bombardowanwgo hormonami ciała postaci granej przez Amy Adams. No i wynikiem sporadycznych, metaforycznych metamorfoz w psa. Metamorfoz których trochę nie kumam. Jasne, ma to symbolizować zrywanie się ze smyczy i chwilową wolność, ale serio pies kojarzy się komukolwiek z wolnym stworzeniem? W XXI wieku? Niewiele mniej trafnym wyborem byłaby kura. Poza wizualiami przyzwoicie wypadły sceny z dzieciakiem, które potrafią rozbawić. No i para głównych aktorów wypada w swoich rolach ok, nic specjalnego jak na ich nazwiska i możliwości, ale ok. I to chyba tyle z przyzwoitych aspektów tego szkodliwego syfu, bo nawet pomijając jego szkodliwość i niezdrową stronniczość, nie ma tu więcej do docenienia. Niestety nie jestem zaznajomiony z książką, na podstawie której powstał film, więc teraz nie wiem czy mam unikać innych dzieł od reżyserki, czy od autorki rzeczonej książki. Może na wszelki wypadek od obu.