
I Know What You Did Last Summer2025
Aug 17, 2026 · imported from Letterboxd
- Isn't that nostalgic?
- Nostalgia's overrated
Niezły dialog w filmie bazującym na nostalgii wszystkich jedenastu fanów oryginału. Tym bardziej że jest to praktycznie powtórka z rozrywki, czyli how do you do fellow disgusting rich and annoying kids. Tyle że tym razem to nawet nie są nastolatkowie, bo wracamy do koszmaru minionego stulecia, czyli obsadzania aktorów blisko trzydziestki w roli młodocianych absolwentów. Ale są oni równie drewniani jak ci z 1997 roku, więc wszystko się zgadza. No, Madelyn Cline zgrabnie sprzedaje teksty stereotypowej blond-idiotki, przy których zdarzyło mi się zaśmiać. Nie warto się zanadto rozwodzić nad fabułą prostego slashera, ale dodam jeszcze tylko, że na duży plus zasługuje scena snu która jest 200IQ red herringiem, na który przyznaję, dałem się złapać. Na minus za to bezsensowne rozwiązanie sprawy i to jak została potraktowana ta postać. Dobra, slasherowe mięsko czyli sceny zabójstw. Zaczyna się nieźle, bo pierwsza scena mordu przy użyciu harpuna, to już dużo więcej niż ofererował pod tym względem oryginał. Czyli ten film ma o jedną nieco bardziej kreatywną śmierć więcej, bo dalej niestety podąża śladem pierwowzoru i wracamy do nudnego machania hakiem. Są niby jego jakieś ciekawsze zastosowania, ale tylko offscreen, a widzowi zostają do oglądania jedynie zwłoki i musi sobie cały proces zabijania wyobrazić. Szkoda, bo np ciało tego a'la pastora Judaha (xD) pobudza wyobraźnię i przywołuje wręcz skojarzenia z Se7en Finchera. Głupotek w stylu przewaga fizyczna zabójcy, który powinien być słabszy niż jego niektóre ofiary, nawet się nie czepiam bo przyjmuję tę konwencję. Sam film czasami, mniej lub bardziej udanie, próbuje być samoświadomy i drwić z takich absurdów, np wtedy kiedy tożsamość zabójcy jest już znana widzowi, więc tenże zabójca postanawia pozbyć się swojego ciężkiego odzienia ze słowami w stylu "ale w tym jest gorąco". Doceniam, mimo iż nie zawsze jestem fanem samoświodomości filmów, ale w krzykopodobnym slasherku akurat pasuje. Skoro już padło porównanie do Krzyku, który również dostał całkiem niedawno swój legacy sequel, i który to krzyk uwielbiam - no to Koszmar Minionego Lata jest śmiało ze dwa poziomy niżej. Ale da się to oglądać bez bólu, jak już się przyzwyczai do słabego aktorstwa i irytujących piosenek, których na samym początku dostajemy aż TRZY, zanim jeszcze cokolwiek się zacznie dziać na ekranie xD.