
Set in a near future society ruled by sentient A.I., a private eye investigates a murder case only to discover a rebel group capable of undermining the digital overlord. As the detective's identity slowly unravels, his world enters a state of hypnotic meltdown.
1 take · 0 hearts · 0 replies
Ten film jest jak pijany mim - totalne dziwadło które zdecydowanie próbuje ci coś przekazać, tylko nie masz pojęcia co. Ale po kolei, bo chyba warto zacząć od pewnego paradoksu, który polega na tym że Hot Spot próbuje złapać zbyt wiele srok za ogon, a jednocześnie wydaje się tak bardzo pusty. I ta pustka zieje na kilku różnych poziomach, przez wytworzony efekt domina. No bo to jak szczątkowo są nam przedstawiane reguły rządzace dystopijnym światem przedstawionym, prowadzi do kompletnego braku jego zrozumienia, co prowadzi do problemów z nie tyle nawet zrozumieniem, co po prostu znalezieniem motywacji bohaterów, co z kolei prowadzi do niemożności odczuwania emocji razem z nimi. A to jednak spory problem przy filmie, który mimo bycia sci-fi, opiera cały swój ciężar na emocjach właśnie, gdyż próżno szukać tutaj scen akcji albo filozoficznych traktatów na temat ludzkiej przyszłości. Chociaż w sumie trudno jednoznacznie stwierdzić to drugie, bo wspomniany efekt domina dosięga również symboliki, którą wypakowana jest zwłaszcza druga połowa filmu. I niby są to części które się ze sobą lepią w wyraźny sposób, jak np. głos anglojęzycznej odpowiedniczki Krystyny Czubówny z offu plus przemiany w tygrysa; tylko do jakich konkluzji mają doprowadzić widza te wszystkie metafory? Error 404. Kolejny aspekt do którego pasuje przymiotnik "pusty", to znowu świat, ale tym razem w sensie czysto-wizualnym. O matko bosko jak tu widać budżetowe braki. Odniosłem wrażenie że został mi zaprezentowany kawałek połaci sto na sto metrów, który ma cosplayować atmosferę Mad Maxa oraz Diuny jednocześnie, a który to kawałek pola zamieszkuje łącznie osiem osób. No nijak nie da się całkowicie zanurzyć w taki wytwór, nawet biorąc poprawkę na to że to dystopia, gdzie populacja i zasoby faktycznie mogą być ograniczone. Utrudnia to też fakt, że w trakcie filmu odwiedzamy razem z głównym bohaterem Djonnym głównie dwie miejscówki - pierwsza to kawałek kuwety o którym właśnie wspomniałem, druga to chyba (bo ofc film tego w żaden sposób nie sygnalizuje) osiedle dla społecznej śmietanki, gdzie nasz Djonny dojeżdza sobie polską odpowiedzią na DeLoreana lub zatłoczonym metrem. Tak, zatłoczonym, co niby kłóci się z tym o czym właśnie piszę, ale tak naprawdę ta krótka-pojedyncza scena z metra sprawia tylko, że gryzą nam się stylistycznie te dwie miejscówki, a kuweta wypada jeszcze słabiej na zasadzie kontrastu. Budżet był oszczędzany również na ukazywaniu tego, w jaki sposób łączą się ze sobą mózgi podłączone do wspólnej sieci. Jest to coś, co dosłownie mogłoby lecieć na winampie, a w duecie z licznymi przedłużonymi/niepotrzebnymi scenami bardzo szkodzi tempu. A propos winampa to nawet pasuje, bo oczywiście że jeśli retro-futuryzm, to liczne nawiązania do lat osiemdziesiątych, w tym te muzyczne (chociaż te modowe akurat mocno na plus, bo każda kolejna stylówka Konopki robiła na mnie coraz to większe wrażenie).