
Frankenstein2025
Aug 17, 2026 · imported from Letterboxd
O panie, tu jest tak nierówno że ho ho. No bo z jednej strony film potrafi być piękny (ale Crimson Peak still ładniejsze) - gotyckie wnętrza, wspaniałe zwłoki które przywodzą na myśl Beksińskiego, czy anioł śmierci w snach Victora - wszystkie te widoki aż proszą żeby się nimi delektować. No ale z drugiej strony dostajemy to nieszczęsne, paskudne wręcz CGI dzikich zwierząt. Niby scenariusz ma solidne fundamenty (no bo też jakoś wielce nie zmienia tego, na czym stal oryginał i pierdyliard jego odtworzeń), niby daje ciekawą relację ojciec-syn, która mówi o przebaczaniu i pojednaniu, a do tego dochodzi filozoficzna rozkimnka o tym, jak szybko nieśmiertelność stałaby się dla człowieka przekleństwem. Ale z drugiej strony nie brakuje tu rażących głupotek, które mają miejsce tylko po to, żeby scenariusz mógł płynąć, co bardzo widać. Poziom durnowatości w pewnym momencie osiąga taki poziom, iż jedna ze śmertelnych postaci zasłania inną - nieśmiertelną postać własnym ciałem w iście teatralnym stylu (kurwa, brakowało tylko slow-mo). Nawet tempo narracji jest bardzo nierówne, bo jej fragment który opowiada Victor, pozwala zanurzyć się w ten świat i podelektować nim właśnie. Za to kiedy stery narratora obejmuje jego stworzenie, opowieść zaczyna pędzić na złamanie karku i wyraźnie widać że goni czas i musimy dobijać do brzegu. Te nierówności sprawiają, że mam autentyczny problem z wystawieniem temu filmowi oceny gwiazdkowej, bo pozytywne i negatywne wrażenia przejmują mój mózg na przemian.