
Alpha2025
Aug 17, 2026 · imported from Letterboxd
Ależ cannenśka publika skrzywidzła ten film. Co oni odpierdolili? Fakt, potrzeba trochę czasu żeby wejść w ten zasyfiały świat, bo i mnie zajęło pół godziny z hakiem zanim zdałem sobie sprawę, że oglądam bardzo dobre kino (a jak się później okazało nawet wybitne). Jednak kiedy już pionki są porozstawiane na planszy, wiemy kto ile dla kogo znaczy oraz czego się wszyscy boją, zaczyna się istny emocjonalny rollercoaster. Główna oś zależności w formie trójkąta matka/siostra - wujek/brat - córka/siostrzenica sama w sobie jest dosyć rzadka, a kiedy dodamy do tego fakt, że junkie wujek dzieli mały pokój ze swoją dorastającą siostrzenicą, a tuż za ścianą jej matka prowadzi gabinet lekarski, robi się naprawdę grubo i oryginalnie. Oczywiście taki stan rzeczy aż się prosi o utarczki i mniejsze lub większe awantury. No i właśnie to jest sercem tego filmu (zresztą jak zawsze u Julii Ducournau) - rodzinna miłość bez wględu na wszystko, mimo wszystko i przeciwko wszystkiemu. Parafrazując słowa Amina, czasami miłość robi z nas wariatów, bo kocha się aż za bardzo; tak bardzo że trudno puścić, mimo iż druga strona nie ma już siły trzymać, mimo iż błaga o puszczenie. I najsmutniejsze jest to, że kiedy wreszcie błagające smutne spojrzenie prawie-zwłok, które nie mają siły na nic więcej niż to spojrzenie, zdołały przekonać siostrę aby wreszcie puściła, jest to ulga wyłącznie jednostronna. Oczywiście poza wątkiem rodzinnym jest tu kilka pomniejszych, a wszystkie są ciekawe, i aż się prosiło żeby dołozyć z pół godzinki metrażu na rozwinięcie paranoi dotyczącej AIDS i związanymi z nią scenami bodyhorroru (ten odpadający kawał pleców wywołał u mnie ciary ♥️). Wracając do zarzutów z Cannes, czyli rzekomego przemetaforyzowania, kompletnie nie czaję, bo mimo iż na początku film wydawał mi się nieco hermetyczny i zrozumiały dużo lepiej dla Francuzów, tak pod koniec uznałem, iż połączenie ze sobą wszystkich kropek (😉) nie jest szczególnie wymagające, a część rzeczy ma po prostu zostać niedopowiedziana i zostać na granicy bycia jawą a halucynacją. Jednym słowem film płynie i nie trzeba się zatrzymywać, żeby przemyśleć co się właśnie wydarzyło. No a jeśli już trzeba, to prędzej przez jego nielinearność, która faktycznie mnie kilka razy skonfundowała, lecz tylko na moment (no i w życiu nie uznałbym takiego zabiegu za wadę). Także w moim przypadku były silne emocje, były mocniejsze pod względem body-horrorowości sceny, jest o czym myśleć po seansie - arcydzieło. Julia Ducournau mimo póki co skromnej filmografii, już teraz wskakuje do mojej topki ulubionych reżyserów i reżyserek.