
Wicked: For Good2025
Aug 17, 2026 · imported from Letterboxd
Gdybym miał określić ten film jednym słowem, napisałbym że to Wicked wersja 2.0. No bo tak, niby wszystko jest tutaj po staremu i kontynuujemy historie z pierwszego filmu, a wszystko jest oparte o ten sam rdzeń i schematy, a jednak udało się poprawić te aspekty, które przeszkadzały mi w jedynce najbardziej, czyli te wynikające ze scenariusza. Narzekałem na to, jak infantylne morały płynęły z tamtego filmu i jak prościutki fabularnie był - tutaj całość wydaje się dużo dojrzalsza, podejmuje naprawdę złożone tematy, których na szczęście nie przedstawia w zero-jedynkowy sposób, a do tego momentami bywa po prostu mroczna, jeśli się chwilę zadumać nad tym co się właśnie wydarzyło (swoją drogą scena z uwalnianiem zwierząt i tekst "run", to coś co z chęcią zobaczyłbym w GoTG 3). Narzekałem na to, że wszystkie postacie poza Elfabą są kartonowe - tutaj prawie każda ma coś dla siebie, a zdecydowanie największy progres pod tym względem zalicza Glinda. Co prawda nadal przez większość czasu jest głupiutką-uśmiechniętą dziewczynką o dobrym sercu, ale dzięki retrospekcji z jej dzieciństwa przynajmniej wiemy z czego to wynika (zajebiście dobra retrospekcja która wywołała u mnie skojrzanie z substancjowym "pretty girls should always smile", tylko w zmienionym kontkeście); no i dopiero tutaj Ariana Grande może w pełni rozwinąć skrzydła, a skubana jest wręcz fenomenalna w tym co tutaj robi ze swoim materiałem, i aż zdziwko że moja ulubiona scena z nią (jak i zresztą w całej duologii), to nie jest scena śpiewana, tylko komediowe złoto jakie serwuje w pewnym momencie. Zapewne w dużej mierze wynika to po prostu z dopasowania aktorki do roli, więc brawa również dla castingowców, bo trafili w dziesiątkę. Natomiast są też aspekty, przy których nie widzę progresu względem pierwszego Wicked, czyli to jak film wygląda oraz jak brzmi. I o ile to pierwsze od początku było na bardzo wysokim poziomie, a ten film jest dalszym ciągiem demonstracji zjawiskowych scenografii, plus tym razem autentycznie robiących wrażenie kostiumów/charakteryzacji (cynowy drwal w ruchu👌); tak piosenki nadal są dla mnie tylko spoko. Najmocniej boli brak choćby jednej, która miałaby szansę zostać robakiem dla mojego ucha. Najbliżej tego było Wonderful, które razem z dwiema głównymi bohaterkami wykonuje... Jeff Goldblum, który praktycznie nie odstaje wokalnie, wow. I niby brak bengerów to spory zarzut przy musicalu, a jednak drugie Wicked zaskoczyło mnie pozytywnie do tego stopnia, iż skory jestem przymknąć na to oko. A kto wie, może jak sobie posłucham soundtracku "na sucho", to nawet zmienię co do niego zdanie?